ZERO WASTE PIKNIK?

Categories PRAGA, Wydarzenia

Wczoraj po raz trzeci organizowałam wegetariański piknik dla Polaków w Pradze. Tak jak rok temu prosiłam gości o nieprzynoszenie śmieci i bycie na te kilka godzin nazwijmy to roboczo „zero waste”. W opisie wydarzenia starałam się nakreslic, o co chodzi z tym nieśmieceniem i jak można ograniczyć „produkcje” odpadów.

„Z racji tego, że ja xxx, staram się być bliżej idei ZERO WASTE, prosiłbym właśnie o przyniesienie swoich talerzy, kubków i sztućców. Po co kupować jednorazowe produkty i zaśmiecać nimi środowisko (nie kupujcie plastikowych jednorazowych talerzy i sztućców! Nie idźcie tą drogą!).

 

Reasumując. Nie zabieramy nic jednorazowego, zabieramy swoje sztućce, talerze, kubeczki. Przyda się też coś pod pupę, żeby usiąść. Nie zabieramy siateczek, woreczków i innych foliówek, bo po co?
 
W ogóle przed pójściem na piknik można się zastanowić, w jaki sposób ograniczyć przyniesienie śmieci na nasze wspólne biesiadowanie. Orzechy można kupić na wagę do swojego woreczka, czy słoika np. tutaj http://bezobalu.org/.
Owoce sprzedawane na targu w większości wypadków nie są zapakowane w plastikową wanienkę, folie, czy siateczkę. Nawet
drobniejsze owoce z targu zakupić można po prostu do swojego słoika (myślę, że i tak mamy wokół siebie sporo jednorazowych reklamówek).
 
Ja na piknik przygotowałam się 100 procent w stylu zero waste. I przygotowane przeze mnie dobra również były 100 procent zero waste.

Do swojego worka kupiłam bagietki, zrobiłam hummus klasyczny i z suszonymi pomidorami. Dodatkowo przyniosłam: sok wyciśnięty z cytryny z kranówką, sok wyciśnięty z grejpfruta z kranówka, sok wyciśnięty z mięty (liście i łodygi) z kranówka, pulpę z wyciśniętych cytrusów z kranówką i pulpę z wyciśniętej mięty z kranówką.

Na piknik zabrałam również materiałową girlandę, która służy mi już drugi rok w takich akcjach.

      

      

Wspaniałością było spotkać ludzi, którzy zalapali, o co mi chodzi pomimo tego, ze zero waste nie jest w kręgu ich zainteresowań i perfekcyjnie przynieśli prawie wszystko w wielorazowych pojemnikach no i sztućce swoje w materiałowej ścierce. Brawo Wy!
 
Osoby nie za bardzo orientujące się w temacie, albo którym zabrakło po prostu czasu przyniosły wino i soki w szkle.

      

      

Śmiałam się, że nie wszyscy przeczytali opis wydarzenia, bo przynieśli plastik. W każdym razie nie ma tego złego, bo w zamian nie zamykała mi się gęba w wychwalaniu tej słusznej opcji. Pomimo tego, ze naśmieciliście trochę 🙂 niezmiernie ciesze się, ze mogłam Was poznać i spędzić z Wami milo czas. Trzymam Was za słowo, ze za rok ten piknik będzie zupełnie pozbawiony śmieci 🙂

      

      

      

Na pikniku zjawiła się tez bardzo wyjątkowo osoba, o której już niejednokrotnie wspominałam na lamach tego bloga. Magda, lokalna dilerka mydła i kosmetyków ręcznie robionych. Magda to moja bratnia dusza jeśli chodzi o zero waste.

      

Owa dilerka przyniosła w swoim woreczku krakersy gryczane, w szklanej butelce wodę z sokiem z brzozy (albo bzu) i hit pikniku kiszona kalarepę!
 
Swoim upcyklingowym działaniami zawstydziła nas wszystkich, bo przyszła w butach i sukience, które sama zrobiła i przyniosła pled uszyty z kawałków dżinsów i innych materiałów.

      

Jeden biesiadnik przyniósł takie kości i graliśmy zalewając się łzami, bo niesłychane opowieści z tego wychodziły.

Wśród nas były tez dzieci, które miały nie lada radochę z zabawy z girlandą.

  

Naprzeciwko miejsca, gdzie był piknik znajduje się gospoda z piwkiem i szybkimi przekąskami. Stamtąd na piknik przywędrowały trzy plastikowe słomki i papierowy talerzyk z naleśnikiem.

      

Piknik trwał do późnych godzin a po nim z niektórymi osobami udałam się na piwo na nabrzeże. Ten dzień skończył się bardzo wyjątkowo, bo poprosiwszy pana z lodzi, gdzie lal piwo z kija otrzymałam je do swojej butelki. Większość jak nie wszyscy na całym brzegu rzeki pili z plastiku, a ja ze swojej butelki.

  

Reasumując piknik bardzo udany. Szklanka jest do połowy pełna. Miałam okazje mówić o opcji zero waste, co mnie niezwykle cieszy. Trochę pokazalam, o co mi chodzi z tym tematem. Poznałam nowe osoby i spotkałam te już znane. Milo spędziłam czas. Dziękuje Wam!

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.
  • Fajna sprawa taki zero waste’owy piknik. Ja ostatnio byłem na firmowym „ekologicznym pikniku” i choć nazwa i zakres tematyczny (np. segregacja odpadów, re- i upcycyling) były ok, to ilość generowanych śmieci podczas takiej imprezy jest porażająca. Masa jednorazowych sztućców, talerzyków, kubków i PETów. Nie wiem, czy jest w ogóle opcja, żeby taką dużą imprezę (z 500 osób nawet) zorganizować w duchu zero waste (albo przynajmniej less waste). Co sądzicie?

  • Super! Zastanawiam się, jak ograniczyć śmieci na pikniku który za tydzień będziemy mieć w szkole muzycznej moich dzieci… Chyba już za późn na wieksza akcję informacyjną, ale wystosuje chociaż odezwę mejlowa do rodziców żeby w miarę możliwości przynosili swoje naczynia.

  • Aniu, piękne zdjęcia! Bardzo stylowo to wszystko zorganizowałaś. W ogóle mam wrażenie, że zero waste jest pięknym stylem życia, pełnym wartościowych, wielorazowych przedmiotów, których estetyka bogaci duszę. Mnie to akurat urzeka 🙂
    My z @greenprojects:disqus ostatnio też mieliśmy wspólny piknik, było bezodpadowo, chyba tylko kilka serwetek od lodów, które dostały dzieci, poszło do śmieci. Pięknie było!

    • Potwierdzam – bardzo się staraliśmy, żeby było zero waste. Wyrzuciliśmy chyba jeszcze jakąś chusteczkę, która trzeba było wytrzeć zapiaszczoną buzię dziecka 😉

    • Jakaś relacyyja będzie? 🙂 Pięknie to napisałaś „zero waste jest pięknym stylem życia, pełnym wartościowych, wielorazowych przedmiotów, których estetyka bogaci duszę”. Normalnie piękny tytuł wpisu, albo rozdziału książki 😉
      [Anna]