ZERO WASTE HAUL KOSMETYCZNY I DO CZEGO ROBIĆ BEZŚMIECIOWE ZAKUPY KOSMETYCZNE?

Categories HAUL KOSMETYCZNY, Zero Waste: Krok po kroku

Poniższa grafika nie pojawiła się tu przypadkiem. Otóż od wczoraj wspaniali ludzie zorganizowali wspaniale wydarzenie w ramach #NieZnoszeSmieci pod tytułem #CZYSTYMARZEC

W tym miesiącu przybliżymy temat tworzenia we własnym domu skutecznych i bezpiecznych detergentów i kosmetyków z surowców roślinnych. Podzielimy się naszymi przepisami i patentami na ekologiczne środki czystości i higieny oraz wielorazowe akcesoria pozwalające zredukować do minimum ilość śmieci w łazience. Dla osób, które podejmą wyzwanie i podzielą się swoimi doświadczeniami, przygotowaliśmy konkursy z nagrodami!

Chciałabym dodać małą Cegiełkę, do tej inspirującej akcji i w ramach niej podzielę się z Wami rezultatem moich kosmetycznych zakupów. Może ktoś się przekona do tego, ze bez konwencjonalnych specyfików ze sklepowej polki można dobrze dbać o swoje ciało i dobre samopoczucie.

Serdecznie zapraszam do przyłączenia się do tego wydarzenia na FB.

Idąc za trendem i u nas na blogu zagości wpis z zakupami kosmetycznymi. W tym wypadku są to zakupy zrobione w styczniu i lutym. Tego typu posty będą pojawiać się raz na bliżej nieokreślony czas, bo przynajmniej ja osobiście nie mam potrzeby robić częstych zakupów dla samego kupowania i późniejszego chwalenia się w sieci. Poniżej znajdują się kupione „produkty”, które mi się aktualnie skończyły, albo te, które są alternatywa do tych opakowanych w plastik i z podejrzanym składem.

Zakupy kosmetyczne w myśl zero waste nie różnią się wcale od tych spożywczych. Idąc na tego typu zakupy po produkty na wagę, czy mililitry zawsze jestem zaopatrzona w słoiki, butelki, puszki, czy woreczki. Do szkła trafiają oleje, szampony i masła, do worków np. mydła. Odsyłam Was do wpisu pt. DO CZEGO ROBIĆ BEZŚMIECIOWE ZAKUPY SPOŻYWCZE?

  

W styczniu zakupiłam dwa jadalne kosmetyki, czyli puder w postaci maczki z maranty trzcinowej, która jest produktem spożywczym, stosowanym jako zagęstnik do potraw. Podoba mi się myśl, że nakładamy na siebie jadalne kosmetyki. Przyprószam twarz tym pudrem na specjalne okazje, czyli jak nie idę do pracy, tylko np. do teatru itp. Nie mam potrzeby stosować go do pracy, bo nie potrzebuje być matowa w biurze 🙂 W każdym razie maczka z maranty u mnie sprawdza się bardzo dobrze i zadowalająco matuje twarz i ja nieco bieli. Pomysłem na uzyskanie ciekawego koloru jest zmieszanie maczki z kakao i cynamonem. Wtedy można uzyskać inną barwę. Mnie w zupełności wystarcza zwykły mat.
Kolejnym produktem zakupionym w styczniu jest kakao, które stosuję jako bronzer (na specjalne okazje). Nie mogę zbyt wiele napisać na ten temat, po prostu ten brązowy proszek przy dobrych ruchach pędzlem (ja mam Ecotools) i zmatowionych policzkach daje efekt jak bronzer z sklepowej polki. Reasumując koszt niewielki efekt na miarę konwencjonalnej kolorówki.

      

Lutowe zakupy, to przede wszystkim oleje i masła. Makowy olej (Cardamom), który bardzo lubię, stosować będę do mycia twarzy metoda OCM (do mieszanki dodam tez zbytek oleju rycynowego). O metodzie OCM bardzo ciekawie pisze Klaudyna Hebda w swojej książce „Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu”, która Kasia zrecenzowała w tym wpisie.

Olej z pestek moreli (Cardamom) w moim przypadku idealnie spisuje się jako substancja nawilżająca na dzień. Stosuje go zamiennie z olejem z pestek malin, który właśnie się skończył. Nie jest to dla mnie ważne, ale ten olej ma naturalny filtr przeciwsłoneczny. Po używaniu oleju na zwilżona twarz długo utrzymuje ja nawilżona i taka miękka w dotyku. Czasem twarz po nim mi się świeci, ale póki nie szykuje się na większe wyjście z domu, to mi to nie przeszkadza.

Olej lniany (Cardamom) to idealny pomocnik przy usuwaniu makijażu oczu. Nie wyobrażam sobie demakijażu czymś innym niż oleje. Tani i równie skuteczny jak popularne płyny micelarne.

 

Olej kokosowy i masło kakaowe (Bezobalu) kupiłam, bo kończy mi się mój balsam do ciała i twarzy. Balsam ten robię z roztopionych podanych wyżej składników i zazwyczaj z masłem shea (ale tym razem będzie balsam dwuskładnikowy). Po roztopieniu chowam masę do lodówki, by przestała być tak płynną i po pewnym czasie (poznacie) miksuje na puszysta maślaną konsystencje. Taki domowy specyfik stosuje jako balsam do ciała i jako krem na noc na szyje, dekolt i twarz. Przy okazji dobrze sprawdza się się jako nawilżenie na nowe tatuaże (sprawdziłam na sobie). Słoik z tym uczynnym produktem trzymam w łazience, ale dbam o to by po kąpieli (szybkim prysznicu) automatycznie otworzyć drzwi i wywietrzyć pomieszczenie i w ogóle drzwi do łazienki są raczej otwarte niż zamknięte. Jeszcze nic mi się nie stało z moimi naturalnymi kosmetykami, ale istnieje ryzyko, ze w związku z skaczącą temperaturą w trakcie kąpieli (długiej w wannie) niektóre kosmetyki mogą się zepsuć (i nie tylko one, bo perfumy tez maja taka tendencje).

Mydła i masło kawowe (ręcznie robione przez pasjonatkę naturalnych kosmetyków koleżankę Magdę), to mól najlepszy zakup w lutym. To wspaniale, ze właściwie pod nosem mam wspaniałą kobietę, która robi takie piękne rzeczy. Magda aktywnie interesuje się zero waste i wkręcona jest w upcykling. Kupiłam od niej dwa mydła oregano i tymiankowe, które pachną kuchnia. Bardzo mi ten zapach odpowiada, bo lubię nowości i nietypowe kompozycje zapachowe w łazience (bardzo lubię ten warzywny zapach oleju tamanu).

 

Masło kawowe, to już hit nad hitami. Uwielbiam kawę, a na jej zapach moje zmysły szaleją!. Magda zafundowała moje skórze dobroczynna mieszankę z maceratu kawowego, masła shea, oleju kokosowego, oleju rzepakowego i arganowego, oraz z wosku jojoba. Dodatkowo, masło pachnie tak intensywnie jakbym miała pod nosem świeżo parzona, parującą kawę, niesamowite. Umówiłam się z Magda, ze po skończeniu masła będę jej przynosić puszkę, a ona będzie mi ja napełniać nowym (i odejmie kilka koron z ceny kremu).

Wszystkie produkty z wyjątkiem pudru i kremu nabyłam luzem, czyli do swoich pomocy. Masło kakaowe i olej kokosowy, kupiłam w sklepie, o którym już pisałam, czyli Bezobalu. Oleje nabyłam w sklepie Cardamom, o którym niedługo powstanie osobny wpis, a reszta została ręcznie zrobiona przez moja koleżankę Magdę.

W ramach ciekawostki podzielę się z Wami dobra nowina. Od 28.02 w każdy wtorek w godzinach 16-19 w sklepie z polproduktami i zarazem pracowni, gdzie są tworzone ręcznie robione kosmetyki będzie co tydzień odbywać się wtorek zero waste. Czyli bez problemu będzie można nabywać półprodukty typu glinki, emulgatory, hydrolaty, woski itp. do swoich wcześniej umytych i zdezynfekowanych pojemników. Brak mi słów jaka to fantastyczna wieść. Dodam, ze mieszkając w mieście, gdzie jest tyle osób, miejsc i pomysłów związanych z opcja zero waste nie ma opcji, ze się nie da żyć zero waste i to z bardziej wyszukanymi produktami. Brawo Praga!

 

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.
  • Ale fajnie! Dzięki za cynk o tych półproduktach. W przyszłym tygodniu przeprowadzam się do Pragi, i dzięki Twoim opisom tych wszystkich fajnych miejsc tam zaczynam się przekonywać, że część zmian w stylu życia, które wyglądały na nierealne, właśnie w Pradze może się urzeczywistnić.

    • Czesc Marta, przepraszam za poslizg z komentarzem zwrotnym. Czyli juz jestes na praskiej ziemi? Praga to dobry wybor jesli chodzi o opcje zw i eko 🙂 Jak cos, to sluze pomoca. Wystarczy do mnie napisac, to mozemy ustawic sie na herbe, czy inne piwko 🙂 [Anna]

      • Dzięki! Prędzej czy później się odezwę 🙂