Z Małgosią Gęcą o wprowadzaniu zero waste do własnego życia

Categories Wywiad

Czy mogłabyś opowiedzieć o swoich początkach – jak to się stało, że zainteresowałaś się tematyką zero waste? Kiedy to było?

Mniej więcej 4 lata temu, a byłam wtedy adeptką minimalizmu. Z pasją oddawałam się dobrowolnemu upraszczaniu życia i przeprowadzałam na sobie różne eksperymenty. Na przykład, zainspirowana eksperymentem Matildy Kahl, przez okrągły rok chodziłam do pracy w dużej korporacji ubrana identycznie każdego dnia (nikt nie zauważył). Właśnie zastanawiałam się, co by tu jeszcze uprościć, gdy trafiłam na wywiad z Beą w Gazecie Wyborczej. Moja świadomość ekologiczna była wtedy żadna, więc najpierw poczułam czysto estetyczny zachwyt wyglądem jej domu: wszystko tam było sensowne, piękne i potrzebne, obrane z nadmiaru, za to pełne światła, powietrza i miejsca dla ludzi, a nie dla przedmiotów. Pomyślałam, że ja też tak chcę i zaczęłam wdrażać w życie pomysły z jej bloga i książki. Przeczytałam wszystko, co o ZW miał do powiedzenia anglojęzyczny internet, a nawet znalazłam sobie drugą guru (Arianę z Paris To Go). Był tylko jeden szczegół: otóż nie korzystałam z Facebooka (taki minimalizm), więc nie miałam pojęcia, że w tym samym czasie rozwija się grupa Zero Waste Polska. Byłam święcie przekonana, że jestem jedyną osobą w Polsce, która wie o zero waste i postanowiłam, że muszę to zmienić. Nawet zgłosiłam Bei, że tłumaczę jej ksiażkę i szukam tu wydawcy. I właśnie od niej dowiedziałam się, że 4 grudnia 2016 przyjeżdża do Warszawy na zaproszenie polskich zerowasterów… Co, to jest tu ktoś jeszcze?! Tak, wiem, niewiarygodne, ale tak właśnie sobie wtedy pomyślałam, a zdaje się, nawet tak jej napisałam… A potem sprawy potoczyły się szybko: konferencja z udziałem Zeroiny dała nam takiego energetycznego kopa, że założyliśmy Polskie Stowarzyszenie Zero Waste. W marcu 2017 zostałam zmuszona przekonana do założenia sobie pierwszego w życiu konta na FB (wierzcie, tylko miłość do idei mogła mnie do tego skłonić) i od tej pory wykorzystuję to narzędzie ku chwale zero waste.

Kiedy postanowiłaś, że zaczniesz przygotowywać Vademecum Zero Waste i dzielić się swoją wiedzą z innymi? Czy widzisz pozytywne skutki od czasu, gdy zaczęłaś je prowadzić (u siebie/innych)?

Impulsem było pytanie mojej bratanicy: ,,jak wprowadzić zero waste do mojego domu”. Dorotka od kilku lat mieszka za granicą i wychowuje dwoje dzieci, wiedziałam więc, że odpowiedź powinna być napisana z myślą o zajętej młodej matce. Zaczęłam więc układać w głowie felietoniki o tym, co można w danej sferze życia zmienić. Bardzo zależało mi na tym, żeby forma była krótka i opatrzona zdjęciami z mojego domu, a treść możliwie zabawna i nieopresyjna. To ostatnie podpatrzyłam u Bei, która daje wskazówki, a nie świątobliwe przykazania, nie wzbudza w czytelniku poczucia winy, że jest nie dość zero, i podkreśla, że jej też nie wszystko się udaje.

Pod koniec maja 2017 z ramienia PSZW zostałam koordynatorką polskiej części akcji Międzynarodowego Dnia bez Foliówek. Wymyśliłam sobie, że dla podtrzymania uwagi, zacznę codziennie (!) publikować jeden wpis o zero waste w moim domu. I udało mi się: od 31 maja do 2 lipca powstało 35 odcinków. Pomysłów na kolejne mi przybywało, więc zmieniłam pierwotną nazwę ,,Krótki przewodnik po zero waste” na ,,Vademecum Zero Waste”, co znaczy dokładnie to samo, ale jak wiadomo po łacinie wszystko brzmi mądrzej. Wymyśliłam kolorowe logo i przeniosłam blog na osobną stronę. Żeby sobie i czytelnikom ułatwić wyszukiwanie tematów zrobiłam spis odcinków – dziś jest ich 65. Pytacie o pozytywne skutki?: za każdym razem, gdy ktoś powie, że to, co napisałam, było dla niego inspiracją, czuję się, jak wtedy, gdy w korporacji dostawałam podwyżkę. Z tym, że teraz jest to częściej 🙂

Czy Twoja rodzina i znajomi również złapali bakcyla i zainteresowali się zero waste?

Większość moich znajomych to ludzie, którzy sami mają jakiegoś bzika, więc się rozumiemy i swoimi bakcylami wymieniamy. Nowi znajomi dość szybko się orientują, czym się pasjonuję i jeżeli mnie uznają za niegroźna idealistkę, to kontynuujemy znajomość. Ja chętnie się z nimi dzielę wiedzą i doświadczeniami, a oni w zamian dają świeże spojrzenie, stawiają mi wyzwania i zadają pytania, bez których nie mogłabym się rozwijać.

Rodzina miała ze mną na początku kłopot, gdy przechodziłam etap neofickiego zapału. Z dnia na dzień postanowiłam przestawić cały dom na zero waste i w ogóle być bardziej Beą Johnson niż ona sama. Wracają mąż i córka z pracy i ze szkoły, a tu w domu z całej chemii gospodarczej tylko ocet, soda i mydło. Argument ,,a mąż Bei to myje rower mydłem”, jakoś nie przekonał mojego męża-kolarza. Na szczęści już mi nadgorliwość przeszła. Teraz rodzinka ma fajnie, bo może mi na bieżąco wytykać różne niekonsekwentne zachowania; a to że potrafią je wyłapać, świadczy że mają już naprawdę dużą wiedzę o zero waste. Myślę, że z sympatią obserwują i szanują moją pasję. Jeżeli uznają, że coś ma sens, stosują to, jeśli nie, to mi o tym mówią.

Czy udało Ci się wdrożyć zero waste we wszystkich dziedzinach życia? W których poszło najsprawniej, a w których najoporniej? Co chciałabyś jeszcze zmienić?

Nie nastawiam się na wdrożenie zero waste we wszystkich dziedzinach życia, raczej próbuję go pogodzić z wegetrianizmem i wielką potrzebą minimalistycznej estetyki. Nazywam to życiem w wiecznym rozkroku, bo jak jedno się uda, to drugie się rozjeżdża, a ja próbuję utrzymać równowagę i szeroki uśmiech. To jest jak sport, czasem mam zakwasy w sumieniu, ale przynajmniej mam satysfakcję, że starałam się zrobić, co mogłam. A to przecież niemało.

Najsprawniej wychodzi mi stosowanie trzech pierwszych zasad z hierarchii 5R (refuse-reduce-reuse). Najoporniej wychodzi mi czwarta zasada (recycle), bo nie wierzę w recykling, ale już taki upcykling potrafi mnie zachwycić. Piąta zasada (rot) to jest to, co bym jeszcze chciała zmienić; jestem już od dawna gotowa na domowy kompostownik, ale moja rodzina jeszcze nie, więc na razie przygotowuję się teoretycznie oraz głośno marzę na ten temat.

Udzielasz się również w Polskim Stowarzyszeniu Zero Waste (PSZW) – opowiedz o tym, czym się zajmujecie i jakie macie plany dot. promowania zero waste w Polsce.

Tak, jestem dumną współzałożycielką PSZW i członkiem komisji rewizyjnej. Jesteśmy częścią dużej koalicji największych NGO-sów w temacie prewencji i redukcji zanieczyszczenia plastikiem i wspólnie bierzemy udział w bardzo konkretnej kampaniach. Ostatnio udało nam się wywrzeć presję na Ministerstwie Środowiska i wywalczyć wprowadzenie opłaty za foliówki i to już od 1 stycznia 2018. PSZW jest też członkiem European Environmental Bureau, co dla nas oznacza podnoszenie kompetencji, dojście do europejskich decydentów, ,,sieciowanie” w szerokich strukturach aktywistów ekologicznych w Europie i bezpośrednie informacje z pierwszej ręki z Brukseli.

A mówiąc o PSZW mniej oficjalnie: jest nas kilkanaście osób, z których każda praktykuje i rozumie ZW na swój  własny sposób, razem tworzymy więc małe laboratorium zero waste. Mamy tu specjalistów z różnych dziedzin, każdy z nas daje z siebie to, co ma najlepszego. Współpraca eksperta ds. obiegu zamkniętego, anglistki i fachowca od drewna potrafi zaowocować niesłychanymi pomysłami i planów mamy dzięki temu co niemiara. A czym się zajmujemy? No cóż, nasze cele opisaliśmy w statucie, ale mówiąc po ludzku to edukowaniem społeczeństwa w temacie odpadowej antykoncepcji.

Czego życzyłabyś sobie i innym w 2018 roku w zakresie zero waste?

Chciałabym, żeby każdy zerowaster był z siebie dumny. Żeby nie wstydził się przyznać, że coś mu się nie udaje. Żeby wspierał innych, zauważał ich starania i podnosił na duchu. Żeby nigdy myślał, że robi za mało, że jest nie dość zero i że inni robią to lepiej (zawsze znajdzie się ktoś lepszy i ktoś gorszy od nas, więc porównywanie się nie ma sensu).

Tu pewnie podpadnę wielu osobom: zauważyłam, że poczucie winy jest wśród nas bardzo częste, więc chciałabym, żebyśmy w 2018 roku, w ramach terapii, raz na miesiąc świadomie popełniali jakieś ,,przestępstwo”. Obyjemy się w ten sposób z faktem, że nie jesteśmy doskonali, no i nikt z nas nie popadnie w przesadną świętość.

Chciałabym też, żeby dzieci w Polsce miały choć jedną ksiąźkę o zero waste (marzę o tej z Francji) i żeby do do nich skierowana była głównie nasza działalność. Dla osób dorosłych temat kurczących się zasobów naturalnych i dbanie o planetę to wymysł, dla dzieci to oczywistość.

Dziękuję serdecznie za wywiad w imieniu moim oraz czytelników!

Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.
  • 💚 Świetnie, Gosiu, dajesz znakomity przykład! 🙂

    • Małgorzata Gęca

      Dziękuję 🙂

  • babaJAga

    Podoba mi się tak rozsądne podejście do stopniowania zero waste. Nie każdy jest w stanie być perfekcjonistą i zdecydować się na totalną reudukcję generowanych odpadów, ale nawet małe zmiany w dobrym kierunku mają efekt kumulatywny.

    • Małgorzata Gęca

      Perfekcjonizm jest męczący i zabija całą radość – wiem, bo mam skłonności 😀

  • Świetna rozmowa. Vademecum niesamowite!