Z Julią Marek o szyciu + niespodzianka!

Categories Wywiad

Czas na kolejny wywiad w naszej serii. Tym razem zgodziła się go udzielić Julia Marek, autorka bloga „Joulenka”, na którym pisze nie tylko o szyciu, ale też objaśnia joulogię. Zapraszamy do lektury!

Julia Marek
Julia Marek

Co sprawiło, że zainteresowałaś się szyciem?

Bardzo prozaiczna sprawa – nie byłam zadowolona z wyglądu rzeczy sprzedawanych w sklepach. Zawsze byłam wybredna i miałam dokładną wizję ubrania, które chcę mieć. Dopiero z czasem przyszło zamiłowanie do szczegółów i jakości. Dotarły też do mnie aspekty etyczne – w tej chwili prawie nie kupuję ubrań niewiadomego pochodzenia. A wiadomo, że różnie jest z warunkami, w których sklepowe ubrania są szyte, zwłaszcza na Dalekim Wschodzie.

Czy szyjesz wszystkie swoje ubrania, czy też są rzeczy, w które zaopatrujesz się w sklepach?

Nie szyję wszystkich ubrań, o nie! I pewnie nigdy nie będę, bo to by wymagało ogromnej wiedzy na bardzo dużo tematów. Przykładowo – między szyciem płaszcza, sukienki i bielizny są ogromne różnice. Ustaliłam, że sama bez problemu potrafię uszyć tak zwaną odzież lekką – sukienki, bluzki czy koszule. Umiem uszyć żakiet czy płaszcz, jednak wymagają one takiego nakładu pracy, że wolę kupić je w sklepie. Często gdy czegoś potrzebuję najpierw szukam w second handzie, dlatego ostatecznie rzadko muszę korzystać ze standardowych sklepów.

Jeśli kupujesz niektóre z nich, czym się sugerujesz przy zakupie?

Estetycznie – krojem i kolorem. Technicznie – składem i jakością wykończenia. Większość moich ubrań jest zrobiona z materiałów naturalnego pochodzenia. Bardzo lubię też wiskozę (włókno syntetyczne wytwarzane z celulozy), która nadaje się na chusty, letnie sukienki czy koszule. W swetrach czy płaszczach nieoceniona jest wełna.

Czy szycie jest zawsze zero waste?

Zdziwię Cię – nigdy nie jest! Nie wierzę, by jakiekolwiek twórcze hobby nie zostawiało po sobie resztek. Biorąc zero waste bardzo dosłownie, szycie nigdy nie będzie zero waste.

Są jednak takie aspekty, dzięki którym śmiecimy mniej szyjąc niż kupując.

Przede wszystkim, możemy przetwarzać materiały z drugiej ręki. Dzięki temu nie wprowadzamy do obiegu nowych śmieci. Tu świetnym źródłem materiałów (oprócz naszych szaf) są nasze poczciwe second handy.

Mamy kontrolę nad całym procesem – wiemy na przykład, jakie materiały i jakie środki chemiczne zostały użyte do produkcji ubrań. W większości przypadków środki chemiczne są równe zero, czasem używamy (jakby nie patrzeć – organicznego) krochmalu, który usztywnia materiał.

Jeśli ustalamy sobie, że szyjemy większość naszych rzeczy – wtedy szyjemy faktycznie tylko to, czego naprawdę potrzebujemy. Gdy ma się argument „przecież mogę to uszyć” w sklepie, zmniejsza się liczba kompulsywnych zakupów. Po czasie okazuje się, czy ta rzecz faktycznie była warta kupienia. Jeśli motywacja do szycia po dwóch dniach spadnie, to znaczy, że nie było warto.

Czym się kierujesz, zabierając się do szycia kolejnej rzeczy?

Własnymi potrzebami, rzadziej zachciankami. Staram się dopracować formę, która pasuje mi jak najlepiej. Wybieram tkaninę, która pozwala mojej skórze oddychać.

Gdy szyję rzeczy dla domu, przede wszystkim kieruję się użytecznością. Jestem zbyt leniwa, by szyć coś, co później nie będzie używane.

torba na lunch
Torba na lunch autorstwa Julii

Czy szycie jest trudne?

Łatwość to rzecz względna. Na pewno jest to umiejętność, której da się wyuczyć. To nie jest malowanie, przy którym trzeba poczuć wenę, tylko nieco bardziej techniczne zajęcie. Zwróć uwagę na to, że pięćdziesiąt lat temu wszyscy umieli szyć. Dlatego, że to było potrzebne. W naszych czasach to już nie jest tak potrzebna umiejętność i wymyślamy sobie dziwne argumenty w stylu: „to trudne”, „nie mam talentu”. Pisałam o tym na blogu.
Co mogłabyś poradzić osobom, które chciałyby zacząć swoją przygodę z szyciem?

Przede wszystkim – nie rzucaj się na głęboką wodę. Zacznij od drobiazgów, które pozwolą Ci zaprzyjaźnić się z maszyną. Nie poddawaj się drobnymi porażkami – umiejętności przyjdą z czasem! Jeśli bliski jest Ci nurt zero waste, możesz na przykład zacząć od szycia woreczków za żywność. Po jakimś czasie będziesz gotowy, by przejść do rzeczy większych, na przykład ubrań.

Na moim blogu stworzyłam darmowy kurs szycia od zupełnych podstaw, który pomógł już wielu początkującym – jestem przekonana, ze to materiał, który pomoże postawić pierwsze kroki przy maszynie absolutnie każdemu!

Co sobie pomyślałaś jak zapoznałaś się z ideą zero waste?

Że wchodzę w to! Bliskie są mi slow life i minimalizm. Zero waste jest logicznym przedłużeniem tych nurtów – nie myślimy tylko o tym, żeby mieć mniej i żyć rozsądniej, ale też o tym, żeby śmiecić mniej i wyrzucać rozsądniej.

Czy myślisz że, zero waste na polskim gruncie ma sens?

Ma – mamy ogromne braki w kwestii śmieciowej edukacji! To pewnie trochę potrwa, ale ruchy tego typu mogą bardzo dużo zmienić. Bo jest co zmieniać.

Czy masz jakieś plany związane z zero waste?

Tak, mam silne postanowienia, zgodnie z którymi uczę się postępować. Nie chcę rzucać się na głęboką wodę – zaczynam od drobiazgów, które odśmiecają życie. W sklepach robię sobie wyzwania w stylu „ilu toreb foliowych jestem w stanie nie wziąć”? Pakuję kanapki w wielorazowe ściereczki kuchenne. Planuję pisać też o moich małych dokonaniach na blogu i dzielić się instrukcjami szycia, które są bardziej zero waste.

Zbliża się nowy rok – uważam, że to świetny moment, by przemyśleć, jakie drobiazgi możemy zmienić w codziennym życiu, by być less waste. A potem zacząć stopniowo wprowadzać je w życie.

Więcej o zero waste w wydaniu Julii możecie przeczytać w jej ostatnim poście.

 

UWAGA! NIESPODZIANKA!

Julia zaoferowała, że stworzy na swoim blogu instruktaż szycia worków na żywność, które można zabierać na zakupy w celu unikania foliówek.

Julia chce podejść o tematu profesjonalnie i stworzyć worki odpowiednie dla różnego rodzaju produktów i tu potrzebna jest Wasza pomoc – czy możecie napisać do kupowania jakich produktów używacie lub chcielibyście używać worków?

 

Zamieszczone zdjęcia pochodzą z bloga Julii.

Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.
  • mlle_edith

    Hej! Ciekawy wywiad, sama jestem właśnie na początku przygody z szyciem, więc chętnie zajrzę do poradnika Joulenki. W naszym domu najbardziej potrzebne są woreczki na pieczywo, mój chłopak 1-2 razy w tygodniu piecze chleb i taki sposób przechowywania odpowiada nam najbardziej. Przychodzi mi również do głowy pomysł na taki woreczek, który służyłby do kupowania owoców oddających sporo soku – malin, wiśni, truskawek. Tutaj warto byłoby się zastanowić przede wszystkim nad doborem materiału. I jajka – może woreczek z osobnymi kieszonkami na każdą sztukę? 🙂 Przyznam, że nie jestem fanką wytłaczanek, a taki woreczek mógłby być świetnym rozwiązaniem. Pozdrawiam, Edyta

    • Wydaje mi się, że do owoców o których piszesz najlepsze są jednak koszyczki/łubianki. Też są wielorazowe 🙂

  • Rozpędzacie się dziewczyny 🙂 Wywiad bardzo interesujący! Uważam że jest ogromny potencjał właśnie w second handach jako kopalni surowców do szycia nowych rzeczy – woreczków, toreb, zabawek, serwetek, ściereczek, itp… Moje marzenie zerośmieciowca 🙂

    Moje propozycje dla Julii to: woreczki do pieczywa, owoców, warzyw (mniej więcej podobna wielkość), dalej – do kasz, makaronów, bakalii itp. (tutaj istotne jest odpowiednie wiązanie zeby się towar nie wysypywał w transporcie), do drugiego śniadania, do kawy i herbaty kupowanej na wagę. „Otulacze” do butelek szklanych (aktualnie używam do tego skarpet) i słoików, co by się nie tłukły i nie stukały w transporcie. Dla mnie istotne byłoby zaznaczanie tych woreczków jakoś, by nie prać ich po każdym użyciu i wiedzieć, w którym przyniosłam ziemniaki a w którym owoce. Albo w którym transportowałam słone pistacje a w którym suszone morele. Ponadto: na zagranicznych „instagramach” widziałam fantastyczne przyborniki do jedzenia na wynos: coś a la rozwijany piórnik z przegródkami/kieszonkami na sztućce, stalową słomkę do napojów i serwetkę.
    Dziewczyny, jeśli ktoś by takie cuda szył i sprzedawał jako zestawy zakupowe zero waste albo coś w ten deseń to może nie miliony, ale pewnie by zarobił trochę 🙂 Polecam się jako słup reklamowy 🙂

  • Dorota Czopyk

    Ekstra! Rzeczowy, ciepły wywiad! Fantastyczna była uwaga o tym, że szycie to umiejętność techniczna i kiedyś szyli wszyscy. Z wielką ciekawością odwiedzę jej bloga! Dziękuję za inspirację!

    Jestem ciekawa tych różnych woreczków do różnych produktów… Ale zupełnie nie mam pomysłu jak mogłoby wyglądać to profilowanie… 😉 Póki co wystarcza mi kilka własnoręcznie uszytych w różnych rozmiarach i kilka szmatek (np. do zawijania świeżej sałaty lub kanapki).

    • Miło wiedzieć, że wywiad okazał się przydatny. Sama uwielbiam bloga Julii i bardzo ucieszyło mnie, że zgodziła się u nas zagościć [Kasia]

  • Dziękuję Wam wszystkim za sugestie, przekażemy je Julii [Kasia]