ROLNICTWO WSPIERANE SPOŁECZNIE, CZYLI CZESKIE KPZ

Categories KOOPERATYWA SPOŻYWCZA, RWS

Od tego roku nastąpiło to, co było nieuniknione. Zapisałam się do praskiego KPZ (Komunitou podporované zemědělství), czyli Polskiego RWS. Jestem bardzo podekscytowana uczestnictwem w tym opartym na zaufaniu układzie.

Od czerwca do końca listopada co dwa tygodnie odbieram w ramach tej współpracy rośliny i jajka od lokalnych nieanonimowych rolników. Jajka są od pana Štencla (miałam okazję poznać go osobiście), a rośliny od pana Tacheciho.

Zaufanie odgrywa tu ważną rolę, bo jak rolnikowi nic nie wyrośnie, to my pomimo zapłacenia za swoja cześć płodów rolnych ich nie dostaniemy. To samo się stanie jak kury zachorują albo wydarzą się innego tego typu historie.

Piszę „my” bo beneficjentów tych dóbr jadalnych jest około 20 osób. Z góry płacimy za cały sezon (finalnie 4000 kč) i co dwa tygodnie odbieramy swoje delicje. Z urodzajem bywa różnie, więc każda seria podszyta jest nadzieją, że pogoda i fortuna będą łaskawe. Warzyw nie można wybrać, jesteśmy skazani na urodzaj i pracę rolnika. Na każdego z nas raz na sezon przypada dyżur polegający na przygotowaniu miejsca odbioru towaru, nadzorowaniu i pomaganiu w kompletowaniu „skrzynki”, a potem na sprzątaniu. Odbiór odbywa się w pięknym dworku, który jest praskim centrum edukacji ekologicznej. KPZ na terenie Czech jest wiele, ja akurat należę do KPZ Toulcův dvůr.

Poniżej zdjęcia z mojego dyżuru.

     

Co czekało nas w „skrzynkach” w edycji z dnia 11.07? Poniżej odpowiedź.

          

          

         

Cała lista tego, co można zabrać i w jakich ilościach (+ jajka). Jajka zapomniałam sfotografować, ale przynoszone przez ludzi wytłoczki są uwiecznione.

Tutaj nic się nie zmarnuje. Pan od jajek zabiera skorupki i nacie, które przy odbiorze roślin brutalnie są oderwane od warzyw. Skorupki i nacie są przeznaczone do konsumpcji dla jego zwierząt.

        

KPZ do której należę ma też swój regulamin i obrazkową instrukcję jak ma wyglądać na ten przykład miejsce odbioru.

        

Co dokładnie przyniosłam do domu? To co na liście i bonus. Ktoś nie odebrał swojego przydziału i rozdzieliłam zbytek między ostatnimi uczestnikami rozdania.

Czy jestem zadowolona? Oczywiście! Przede wszystkim czuje się dobrze, będąc w takim układzie. Dzięki nam Pan Tacheci i pan Štencl mogą spokojnie uprawiać ziemię i hodować zwierzęta, a do nas trafiają owoce ich pracy. Wspieramy konkretnych ludzi, a niewielkie zagraniczne korporacje. Kury, które znoszą dla nas jajka, biegają po podwórku (zobaczcie sami), a warzywa, które lądują na naszych stołach, nie są splamione pestycydami. Wszystko jest świeże i nieprzemysłowe. Jestem zachwycona i będzie mi źle jak nadejdzie ostatnie rozdanie w listopadzie.

EDIT.
Skrzynki z warzywami bez foliowych siatek i innych śmieci są przywożone przez samego pana Tacheciho. Po wydaniu towaru są one układana przy ścianie i czekają na odbiór za dwa tygodnie. Jajka są pakowane do przyniesionych przez ludzi wytłoczek, a drobniejsze produkty na wagę są pakowane w dostarczone przez członków KPZ papierowe torebki po mące, czy cukrze.

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.