RECENZJI NIE BĘDZIE „WITACIE W RAJU. REPORTAŻE O PRZEMYŚLE TURYSTYCZNYM” JENNIE DIELEMANS

Categories KSIĄŻKI

Pisanie recenzji literatury nie jest moją dobrą stroną. Dlatego poniżej znajdziecie cytaty z przeczytanej książki pt. „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym” pióra Jennie Dielemans. To pozycja bardzo otwierająca oczy i pozwalająca spojrzeć na nas samych z trochę innej perspektywy. Książka ważna, potrzebna i dobrze napisana.

„Po raz pierwszy zaczęłam zastanawiać się nad turystyką rozumianą szerzej niż tylko „wreszcie mam wolne”, czyli nad jej istotą i konsekwencjami”.

„W 1950 roku w podróże zagraniczne udało się na całym świecie dwadzieścia pięć milionów osób. Piętnaście lat później było ich już sto trzynaście milionów”.

„W jaki sposób podróżowanie przestało być przywilejem wybranych, a stało się prawem obywatelskim, niezbędnym do zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego, niekwestionowanym wynagrodzeniem za przepracowany czas? I kiedy właściwie nasze marzenia o czasie wolnym zostały zapakowane, rozreklamowane i sprzedane, a wakacje stały się przemysłem, dziś największym na świecie”.

„Brytyjscy pracodawcy, państwo i reformatorzy wywodzący się z klas średnich promowali ideę ucywilizowania klasy robotniczej poprzez zorganizowane formy wypoczynku”.

„W latach pięćdziesiątych „polineizacja” objęła również plaże europejskie, które od tej chwil zaczęły przypominać te na Hawajach. Pojawiło się zapotrzebowanie na piasek odpowiedniej jakości – Cannes importowało tony piasku z zachodniego wybrzeża Francji. Jeszcze dziś na całym świecie  powstają rajskie plaże, żeby zaspokoić naszą fantazję”.

„O tym, że to właśnie Majorka stała się numerem jeden na trasie lotów czarterowych, zadecydowały nie tylko dostępność i jakość plaży, ale również możliwość wykupu rozległych połaci ziemi na wybrzeżu. Stare, obciążone długami własności upadały i wyprzedawane były za bezcen.
Faszystowski reżim generała Franco, który żelazną ręką rządził Hiszpanią przez cały okres powojenny popierał rozwój wielkich obszarów na potrzeby turystyki czarterowej. Dzięki temu miał możliwość większej kontroli nad kontaktami turystów z mieszkańcami”.

„Na Gran Canarii, graniczących z nią wyspach, a także na całym hiszpańskim słonecznym wybrzeżu nastąpił niespotykany dotychczas boom budowlany, który chociaż początkowo zapewnił miejsca pracy i niezły dochód dla licznych biur podróży i właścicieli hoteli, z czasem przyniósł również spekulacje, nadmierną eksploatacje, korupcję, samowolę budowlaną, góry śmieci, nielegalne ścieki i wyrządził poważne szkody w środowisku wodnym”.

„(…) przyjedź zarób kasę, wyjedź i znajdź nową plażę”.

„Nadal jednak domagamy się kolorytu lokalnego, czegoś, co odróżni jedną podróż od drugiej”.

„Elementy ludowe nie muszą zresztą mieć długiej tradycji: taniec Zorby został wymyślony na potrzeby Anthonyego Quinna do filmu Grek Zorba z 1964 roku (…)”.

„W naturę turystyki wpisana jest potrzeba zachowania równowagi między poczuciem bezpieczeństwa a przygodą. Chcemy przeżyć coś wyjątkowego, udać się w podróż, która jest jedyna w swoim rodzaju, szukamy wrażeń, które różnią się od domowej codzienności, migawek kodaka, które możemy obejrzeć z innymi po powrocie do domu. Najlepiej jeśli towarzyszą nam ludzie podobni do nas, szyldy i menu są w naszym języku, jedzenie jest rozpoznawalne, a przewodnicy rozumieją nasze potrzeby”.

„Staliśmy się wyrafinowanymi konsumentami towaru o nazwie podróż czarterowa i chcemy mieć poczucie, że nasze pieniądze nie są wyrzucane w błoto”.

„Uproszczony schemat cyklu życia miejscowości wypoczynkowej wygląda zawsze tak samo: najpierw zostaje ona „odkryta”, następnie zabudowana i/lub przebudowana zgodnie z potrzebami turystów, potem rozreklamowana i sprzedana. Przyjeżdża coraz więcej turystów, rośnie eksploatacja, w końcu miejscowość zaczyna mieć  opinię banalnej i nieciekawej, zbyt mało „nietkniętej” i „autentycznej”, a turyści wyruszają dalej w poszukiwaniu nowych miejsc”.

„Dawniej Wietnam nie reklamował się, używając motywu wojny z usa – to nasze oczekiwania sprawiły, że możemy dziś jechać na wycieczkę do DMZ (strefa zdemilitaryzowana), kupić nieśmiertelniki, czy zapalniczki amerykańskich żołnierzy”.

„(…) problem w tym, że nie widzimy w tubylcach prawdziwych ludzi. Są tylko elementem scenerii naszych wakacji. Oglądamy ich, robimy im zdjęcia, patrzymy jak wykonują tradycyjne tańce. Zupełnie jakbyśmy byli w zoo”.

„Fantazje, jakie snujemy o świecie, i tęsknota za tym, co nietknięte, zrodziły największy przemysł świata. To przemysł, w którym opakowuje się, reklamuje i sprzedaje nasze marzenia”.

 

Z okazji wpisu, który dotyczy turystyki, chciałam Was zachęcić do zapoznania się z treściami na stronie POST TURYSTA. Znalazłam tam dobre artykuły, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że droga, która obrałam, jest jak najbardziej słuszna.

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.
  • Znam książkę i mocno otwiera oczy na cały biznes turystyczny. Podobnie zresztą jak portal Post Turysta – robią kawał świetnej roboty. Sama nie jeżdżę na wakacje all inclusive i staram się dać zarobić lokalnym mieszkańcom miejsca, do którego jadę. Choć dotknął mnie też rozdział o Wietnamie i innym rodzaju turysty-backpackera, żerującym na tragedii danego miejsca, na której lokalsi też budują sprzedażową machinę. Ale cóż, bez popytu nie byłoby podaży.

    • Dla mnie plecakowicze też byli sporym zaskoczeniem. Ja zawsze miałam bunt do wczasów all inclusive i nawet nie wiedziałam dlaczego, ta książka wyświetliła mi właśnie gdzie leży przyczyna. Mieszkając w mieście, które jest zjadane przez turystów widzę jak ten przemysł zmienia ludzi, przestrzeń publiczną, życie mieszkańców. Pracuję w centrum i to co się tu wyprawia czasem przechodzi ludzkie pojęcie. A ponoć będzie jeszcze gorzej.

      Z trochę innej turystycznej beczki. W pracy moje autentycznie kochane koleżanki co chwilę przeglądają katalogi z turystyczne. Zbierają przez cały rok forsę, biorą pożyczki na wczasy all inclusive i przy promocyjnych cenach jeżdżą tak 2-3 razy w roku. Ciągle słyszę ile kosztuje Kuba, a ile Tajlandia. Nie dyskutuje z nimi na ten temat, bo ich to absolutnie nie interesuje dlaczego to jest takie tanie, dlaczego mogą jechać kilka razy w roku na wakacje itp. Liczą się zdjęcia, przygoda i to ta najlepiej dziewiczo-oswojona. Takich ludzi jest setki milionów niestety. Ja z partnerem jesteśmy dla nich egzotami. Jeździmy po Bałkanach nie na Majorkę, wybieramy Polskę a nie Barcelonę, jeździmy głównie pociągami, czy czasem autem a nie samolotem. Dobrze nam z tym, ale mi osobiście trochę smutno jak bity każdy dzień słyszę hasło „Podróżujemy” co znaczy idziemy oglądać oferty i katalogi turystyczne w celu znalezienia najtańszej i najbardziej wypasionej opcji na wakacje.
      [Anna]

  • Dorota Czopyk

    Muszę przeczytać!!!!