O zero waste i dzieciach z Simpler Greener Mummy

Categories Dziecko, Wywiad
Po krótkiej ciszy na blogu powracamy z nowym wpisem. Tym razem kolejny wywiad dotyczący tematyki rodzicielstwa. Jeśli temat jest Wam bliski i spodziewacie się potomka, to zachęcam do przeczytania poprzedniego wywiadu z autorką bloga Liseko na temat wielopieluchowania. Tymczasem dziś czas na kolejną osobę, która wraz ze swoją rodziną stara się żyć zgodnie z zasadami zero waste. Tym razem na moje pytania odpowiedziała Kate vlogerka znana jako Simpler Greener Mummy. Jesli jeszcze nie znacie jej kanału na Youtubie, to szczerze polecam, bo jej filmiki, to skarbnica wiedzy dla przyszłych rodziców.
Kiedy zaczęłaś interesować się tematyką zero waste?
W 2006 roku przeczytałam książkę Leo Hickmana „A Life Stripped Bare”, dzięki której postanowiłam zredukować ilość posiadanych rzeczy i podjąć próbę, by żyć bardziej ekologicznie. Przez kolejne lata wdrażałam drobne zmiany: zaczęłam nosić własną płócienną torbę, wspierać sprawiedliwy handel i producentów organicznych, subskrybowałam pudełko z organiczną żywnością, etc. Jednak dopiero kilka lat temu usłyszałam o ruchu zero waste. Obejrzałam kilka nagrań TED Talks na temat wpływu plastiku na oceany, trafiłam na Beth Terry i jej książkę „Plastic Free”, a następnie na „Zero Waste Home” Bei Johnson oraz „No Impact Man” Colina Beavana. Następne w kolejce były blogi i nagrania na Youtubie osób, które podobnie jak ja próbowały ograniczyć odpady.
Przygnębiło mnie to jaką krzywdę plastik (a w szczególności ten jednorazowego użytku) wyrządza naszej planecie. Na szczęście odkryłam grupę ludzi, którym nie było to obojętne i zamiast akceptować status quo, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, co okazało się bardzo inspirujące. Poczułam, że również chcę zacząć działać, a zarazem żyć w zgodzie z wartościami, które wyznaję… rozwiązywać problem, zamiast go tworzyć. Nasza rodzina nadal nie jest w stanie zamknąć rocznych odpadów w jednym słoiku, jednak udało nam się znacząco je zredukować.
Czy mogłabyś podzielić się z nami swoimi sukcesami i porażkami na polu zero waste z perspektywy bycia mamą? Sama miałam wiele planów i choć udało mi się zgromadzić większość ciuchów i zabawek z drugiej ręki (podobnie kosz Mojżesza, fotelik samochodowy, wanienkę i kilka innych rzeczy), to zaprzestałam używania pieluch wielorazowych (choć już wkrótce mam zamiar do nich powrócić).
Naszych sukcesem na pewno jest udana próba zdobywania rzeczy z drugiej ręki, od ciuchów poprzez zabawki, aż po książki czy wszelakie sprzęty. W obiegu jest wiele świetnych dziecięcych rzeczy, które są praktycznie jak nowe, także nie mam problemu, by zaopatrywać się na rynku wtórnym. Ponadto przy dwójce dzieci odnieśliśmy sukces na polu wielopieluchowania. W naszym przypadku świetnie się ten system sprawdził. Co do porażek… było ich wiele. W trakcie niedawnego wyjazdu do Włoch, na który wybraliśmy się tydzień po przeprowadzce, okazało się, że nie przygotowaliśmy się zbyt dobrze. Kupowaliśmy wiele pakowanych produktów oraz takie, których nie można przetworzyć. Wszystko to dlatego, że nie zorientowaliśmy się zawczasu, gdzie robić zakupy w okolicy. W wynajętym mieszkaniu nie było też kompostu czy pojemników do segregacji odpadów. Pod koniec naszego pięciodniowego pobytu musieliśmy się zmierzyć z ilością wyprodukowanych odpadów. Szczerze mówiąc, regularnie popełniam błąd braku wystarczającego przygotowania, np. wychodzę z domu na dłużej bez przekąsek i muszę kupić coś do jedzenia, mając ograniczone możliwości. Dorosłej osobie jest łatwo sobie powiedzieć „Poczekam aż wrócę do domu” albo „Zjem tego banana”, ale w przypadku głodnego trzylatka nie jest tak prosto.
Suszenie pieluch wielorazowych
Jesteś mamą dwójki dzieci. Czy Twoje plany na polu zero waste w przypadku drugiej pociechy uległy zmianie?
Tak. Mimo tego, że gdy 3,5 roku temu urodziłam syna, nie odkryłam jeszcze ruchu zero waste, to byłam świadoma wpływu jaki wywieram na środowisko. Zatem unikałam jednorazówek i niepotrzebnych przedmiotów dla dzieci oraz kupowałam głównie rzeczy używane. Tym razem, gdy próbujemy jeszcze bardziej zmniejszyć ilość naszych odpadów, staramy się to robić jeszcze bardziej świadomie poprzez ograniczanie konsumpcji. Podchodzimy do zakupów z bardziej minimalistycznej perspektywy. Czekamy, by zobaczyć, czy rzeczywiście czegoś potrzebujemy. Zwykle okazuje się, że udało nam się obejść bez tej rzeczy! Gdy mój syn był niemowlakiem, kupowałam mu organiczne kosmetyki. Obecnie myję dzieci wodą. Gdy mój syn jest rzeczywiście brudny, używam odrobiny mydła. Nowi rodzice są zasypywani ofertami produktów, które wydają się być niezbędne, a tak naprawdę są zupełnie niepotrzebne.
Zero waste było prostsze przy jednym dziecku…
Czy uważasz, że życie w duchu zero waste, gdy masz w domu niemowlaka, jest trudniejsze do osiągnięcia?
Na pewno posiadanie małych dzieci (w moim przypadku dziecko w wieku przedszkolnym i niemowlę) stworzyło problemy na polu zero waste. Mam tu szczególnie na myśli ograniczenie czasowe oraz to, w jaki sposób podejść do życia zero waste tak, by nie zwariować i nie zakłócić szczęścia oraz dobrego samopoczucia mojej rodziny. Najzwyczajniej w świecie nie mam czasu, by robić cotygodniowe zakupy w kilku różnych sklepach i na kilku rynkach, gdzie mogę znaleźć konkretne produkty sprzedawane na wagę lub bez opakowania. Z natury jestem perfekcjonistką, przez co stresowałam się i miałam wyrzuty sumienia za każdym razem, gdy nie udało mi się uniknąć zakupu pakowanych produktów. Jak jednak wybrać się na targowisko z dwójką dzieci uwzględniając: dotarcie transportem publicznym, zapakowanie wystarczającej ilości przekąsek i zabawek, zmienianie pieluch, poszukiwanie toalet publicznych, zadbanie o to, by starsze dziecko się nie nudziło i nie oddalało się zbyt daleko, robienie zakupów i zapłata za nie, niesienie toreb i słoików, gdy trzeba również nieść jedno dziecko i trzymać drugie za rękę, szukanie odpowiedniego miejsca do karmienia piersią, etc.? Byłoby to niełatwe zadanie, które zajęłoby niemalże cały dzień. Staram się również sama przygotowywać posiłki, jednak czasami trudno jest znaleźć wystarczająco dużo czasu. Dlatego też zaakceptowałam taki stan rzeczy, że nie musi to być wszystko albo nic i, że ograniczona ilość odpadów (zamiast zera odpadów) nie jest porażką. Chodzi o progres, a nie o perfekcjonizm. Staram się dokonywać najlepszych w danej chwili wyborów, biorąc pod uwagę posiadane zasoby i czas. Czasami oznacza to kupowanie produktów zapakowanych w plastik, jednak o wiele, wiele mniej niż w przeszłości.
Wyjazd do Wenecji: kilka porażek na polu zero waste, ale za to zamiast kupować wypożyczyliśmy nosidło dla przedszkolaka!
A jak wdrażać zasadę zero waste, mając dziecko, które już potrafi wyrażać swoje potrzeby?
Mój syn ma 3,5 roku i nadal jest na tyle mały, by akceptować to w jaki sposób żyjemy bez zadawania zbędnych pytań. Przykładowo, wszędzie nosi ze sobą swoją butelkę na wodę ze stali nierdzewnej, dzięki czemu unikamy plastikowych butelek. Używa też chustek do nosa z materiału, zamiast tych jednorazowych oraz robi wraz ze swoim tatą ciasteczka owsiane. Jak większość dzieci czasami, gdy jesteśmy poza domem, prosi o zabawki lub jedzenie i wtedy zwykle delikatnie staramy się odmówić. Robimy to ze względu na materiały lub opakowanie, ale WSZYSCY rodzice muszą odmawiać swoim dzieciom z różnorakich powodów. Zupełnie nie czuję, byśmy pozbawiali go czegokolwiek. Ma wiele zabawek, książek i materiałów do rękodzieła. Dla przykładu, dobrze bawiliśmy się w ubiegłe Święta, próbując znaleźć prezenty w duchu zero waste. Zrobiliśmy wyjątek na jego trzecie urodziny, gdyż bardzo chciał dostać masowo produkowaną w Chinach plastikową zabawkę i nie przestawał o niej mówić przez kilka tygodni. Na wszelkie sposoby staraliśmy się znaleźć używaną, ale nie udało nam się, więc zdecydowaliśmy się na zakup nowej. Bardzo się ucieszył z tego prezentu i bawił się nim bez przerwy przez kilka dni, jednak później praktycznie o nim zapomniał. Była to cenna lekcja. Chcę okazyjnie spełniać prośby mojego syna, jednak w tym wypadku, okazało się to nietrafione i w przyszłości na pewno będę zachowywać moją zgodę na prezenty w formie zdobywania nowych doświadczeń, a nie rzeczy.
Jestem pewna, że w miarę jak dzieci będą rosnąć, pojawią się nowe wyzwania na polu zero waste, a my jako rodzice będziemy dokonywać zarówno dobrych jak i złych wyborów.
Cieszę się, że Kate podzieliła się szczerze swoimi wzlotami i upadkami. Bycie mamą, to praca na pełen etat (choć jak wiemy etat, to zwykle osiem godzin…) i sama wiem jak trudno jest czasami ogarnąć wszystkie obowiązki. Kate pokazuje jednak, że można dążyć do bycia zero waste pomimo braku czasu, jednocześnie nie załamując się porażkami na tym polu. Jak słusznie zauważyła chodzi tu o wprowadzanie pozytywnych zmian, a nie o perfekcjonizm. 
Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.
  • Trafia do mnie to, co mówi Kate. Z maluchem wszystko jest dwa razy trudniejsze, tym bardziej wdrażanie nowych nawyków. Gdyby jeszcze sklepy z opcją na wagę i bez opakowań były bardziej dostępne, wszystko byłoby prostsze. Ale na razie nie jest.
    Co do pieluch wielorazowych, podziwiam mamy, które są w stanie tak pieluchować więcej niż jedno dziecko na raz. Choć to pewnie kwestia zorganizowania się, jak w całym stylu życia zero waste, prawda?
    Jeśli chodzi o zachcianki, też staram się delikatnie odmawiać moim dzieciom, ale czasem ulegam, by nie tworzyć zbędnego napięcia i poczucia straty. Wszystko na miarę naszych możliwości 🙂

    • mam tak samo, a wywiad mnie urzekł tym, że jest wyważony. Szczególnie fragment o tym, żeby odpuścić pewne rzeczy kiedy mogą tworzyć się napięcia 🙂 Jak dobrze poznawać w sieci takie świetne osoby, w moim otoczeniu przepych i konsumpcjonizm i zero namysłu nad konsekwencjami takiego zachowania 🙁

      • Też się cieszę, że jest tak wiele osób, które dzielą się w sieci swoimi doświadczeniami na polu zero waste. Jest to też powód dla którego sama zdecydowałam się pisać, choć wiele mi brakuje do bycia zero waste, to fajnie jest podejmować dialog i wymieniać się doświadczeniami. Jest to bardzo motywujące do wdrażania dalszych zmian.

        • mnie też wiele brakuje, ale najważniejsze to mieć świadomość i dążyć do zmian 🙂

    • Nic dodać, nic ująć:) [Kasia]

  • Ciekawy wywiad i temat, który ostatnio wałkuję mocno w swojej głowie – zwłaszcza ten dot. zakupów. Myślę dokładnie tak samo, jak Kate. Z dwójką dzieci to naprawdę może zająć cały dzień, a ja tyle czasu nie mam oraz inne zadania na głowie. Plus mój kręgosłup ma ograniczoną wytrzymałość na łażenie i dźwiganie, a dzieci ograniczoną cierpliwość 😉

    • Zgadzam się, mam póki co jedno dziecko, ale przez pierwsze miesiące mieszkałam z dala od rodziny i nie było łatwo wszystkiego ogarnąć. Myślę, jednak, że tak jak wspomina Kate, nie liczy się perfekcjonizm, a wprowadzanie drobnych zmian metodą małych kroków. Wiem, że na tym etapie nie jestem w stanie żyć kompletnie zero waste, ale mam większą świadomość jako konsument i staram się tam, gdzie mogę unikać opakowań, kupować lokalnie, etc. [Kasia]