O chustonoszeniu i rodzicielstwie bliskości

Categories Dziecko

Dziś kontynuacja tematu rodzicielstwa w duchu zero waste (pozostałe wpisy o tej tematyce znajdziecie w kategorii: DZIECKO). Jednak tym razem z nieco innej perspektywy, bo nie o namacalnym marnotrawstwie zasobów, a o czymś bardziej ulotnym, a mianowicie budowaniu relacji z małym człowiekiem, który wkroczył w nasze życie, o potrzebie kontaktu i jej zaspokajaniu.

Poprosiłam moją dobrą znajomą Agnieszkę Władimirow o przygotowanie wpisu gościnnego na temat jej doświadczeń dotyczących chustonoszenia. 

* * *

Pół roku temu moje życie zmieniło się diametralnie. Zostałam mamą. Niby wiedziałam, że wiążą się z tym pewnego rodzaju zmiany, słyszałam o tych trudnych nieprzespanych nocach i płaczących maluchach, kolkach i innych trudach macierzyństwa. Niemniej jednak rzeczywistość mnie bardzo zaskoczyła, dużo bardziej niż się spodziewałam. NIKT bowiem mi nie powiedział, że moje maleństwo będzie chciało być przy mnie 24/7 , cóż, przy mnie to nawet mało powiedziane, raczej na mnie. Mam dużo szczęścia, bo córka ładnie śpi w nocy, z nami w łóżku, albo obok w dostawce i ogólnie jest bardzo radosnym i pogodnym dzieckiem, tak długo jak jest blisko mamy lub taty.

Początkowo nosiliśmy ją na rękach, ale w pewnym momencie stało się to już dość nieznośne, zwłaszcza podczas zimowych spacerów (córka jeśli się wybudziła w wózku, do którego podstępem ją włożyliśmy, to nie było opcji, żeby znowu zasnęła, więc trzeba ją było zanieść do domu). O ile podczas spacerów z mężem sprawa nie była tak dokuczliwa, to już moje samodzielne spacery stały się pewnego rodzaju horrorem. Zwłaszcza na początku, gdy córeczka była malutka i nie szło jej absolutnie niczym zabawić i przetrzymać w wózku. Zaczęłam czytać sporo na ten temat. Początkowo miało to być pierwsze 6 tygodni, potem 3 miesiące, tzw. czwarty trymestr, a tu się okazuje, że mija pół roku, a królewna nie schodzi z rączek. Postanowiłam, że z uwagi na to, że mieszkam daleko od rodziny, muszę sobie radzić sama, podczas nieobecności męża i postanowiłam wymyślić sobie pewien system. Zorganizowaliśmy sobie tak życie, że jemy, myjemy się i załatwiamy różne sprawy osobno, podczas gdy druga osoba nosi córkę. Ale tego też było mało. Wtedy przypomniało mi się, że istnieją chusty do noszenia noworodków i niemowląt. Od kilku lat bardzo modne. Też w ciąży o tym myślałam, ale raczej jako fajnym gadżecie od czasu do czasu. Okazało się jednak, że stało się to koniecznością. Ale też przyniosło ulgę, i to jaką!  Mieszkam w Wielkiej Brytanii i mamy tu wypożyczalnie chust i nosideł, więc mogłam kilka wypróbować, zanim się zdecydowałam kupić, co oczywiście zaoszczędziło wielu rozczarowań. Wiem, że w Polsce otwiera się też takie miejsca.  Jest też mnóstwo stron internetowych i filmików instruktażowych oraz grup na Facebooku, gdzie można zasięgnąć opinii czy rady. Są nawet strony, na których można kupić chusty używane. Wszystko to w Polsce! Wydaje mi się też, że w Polsce poważniej się podchodzi to wymogów stosowania nosideł ergonomicznych, żaden doradca chustonoszenia nie zaoferuje nosidła, dopóki dziecko nie zacznie samo siadać (nie siedzieć!).  Wydaje mi się, że w Polsce panuje dużo większa samoświadomość tego i rodzice często dostosowują się do tych zaleceń. Dlatego bardzo polecam rzetelne polskie strony i polskich doradców.

Typów chust jest wiele, zależy od potrzeb. Ja posiadam dwie, tkaną krótką 4,2 m oraz elastyczną. Ta druga świetnie się sprawdziła w pierwszych miesiącach, moja córka miała problemy z kolkami i było jej niewygodnie bardzo ściśniętej, więc uznaliśmy, że trzeba wypróbować czegoś bardziej elastycznego, żeby miała większą swobodę ruchów. Tkana teraz umożliwia mi zarzucenie córki na plecy.

Wkrótce przyjdzie czas na nosidło. Posiadam klasyczną tule baby oraz odziedziczone po znajomej  BabyBjorn, które w UK jest bardzo popularne, ale ostrzegam, niewielu profesjonalnych doradców je poleci, nazywają je raczej WISIADŁAMI, aniżeli nosidłami. Mimo, że nosimy się i tulimy już prawie pół roku dopiero czuję, że zacznę się rozkręcać w tym temacie. Wybieram się na cały sierpień do Polski i planuje zakup dwóch używanych chust. Letniej dłuższej tkanej bambusowej do wiązania, oraz kółkowej, żeby można ją było szybko zawiązać. Chcę też się spotkać z jakimś doradcą. Mam nadzieję, że to będzie piękna przygoda! Chusta dużo ułatwia, ale nie jest panaceum na wszystko, czasem, i to nawet dość często córka nie chce być wiązana, ale wiele razy to chusta uratowała nam życie (lot do Polski w niecałym trzecim miesiącu życia oraz wszystkie drzemki podczas czterech tygodni w  Polsce, w wielu różnych miejscach!).

Jeśli idea noszenia w chuście lub nosidle do Was przemawia to bardzo zachęcam do zgłębienia tematu. Ja żałuję, że nie zdecydowałam się na zakup używanych chust jak byłam w ciąży, bo po urodzeniu dziecka to już jest zupełnie inna bajka, gdzieś się wybrać graniczy nieraz z cudem, przynajmniej u nas tak było. Żałuję, że nie zdecydowałam się na chustę kółkową na początku dla noworodka, myślę, że obawiałam się, że to będzie za duży wydatek, jeśli nie trafię. Jedna dzięki grupom sprzedażowym można podjąć ryzyko, niektóre chusty są już po ok. 150 zł, a jak Wam nie podpasują to można odsprzedać i puścić ja dalej w świat. Nic się nie zmarnuje! A posiadanie w domu chusty i samodzielne wielokrotne zmaganie się z nią nauczy Was obchodzenia z chustą, oraz pozwoli podjąć decyzję, jakiej tak naprawdę chusty potrzebujecie!

KILKA PODPOWIEDZI:

  1. Na początku (lub w ogóle) zainwestuj w używaną chustę
  2. Skonsultuj się z doradcą lub porozmawiaj z kimś, kto ma doświadczenie, żeby się oswoić
  3. Eksperymentuj i nie poddawaj się, u nas zajęło to sporo czasu
  4. Znajdź grupy online i proś o rady, kupuj i wymieniaj się chustami
  5. Przy odrobinie praktyki, w chuście można karmić dziecko piersią

Grupy na Facebooku:

Chusty – sprzedam/kupię/zamienię

Chusty na każdą kieszeń

Chusty, POLSKA! – nosimy, wiążemy, motamy- chustujemy!

Blog o chustonszeniu:

zamotani.pl

 

Powodzenia i udanego chustonoszenia!

Agnieszka

* * *

Dziękuję, Agnieszko, za opisanie Twoich doświadczeń:) Zapraszam też na bloga Doroty, która opisała swoją przygodę z chustą [Kasia]

 

 

Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.