Niemieckie Muzeum Higieny, które pozwoli lepiej spojrzeć na współczesne problemy świata

Categories MIEJSCA

Gdybym miała możliwość dosztukowania jakiejś cechy charakteru, to byłaby to systematyczność. W poprzednim wpisie zasygnalizowałam, że następnie pojawi się tekścik o ciekawym muzeum. Minął prawie miesiąc, a na blogu cisza z mojej strony. Może dzisiejsza publikacja pozwoli my wyjść z twarzą z tej sytuacji. Wpis siłą rzeczy jest bez mojej dokumentacji fotograficznej.

W każdym razie, miesiąc temu miałam okazję być w muzeum, które wpisuje się w treści publikowane na blogu. Jest to już kolejny punkt na turystycznej mapie Drezna, który łączy się z marnowaniem, przejadaniem, zdrowiem i szeroko pojętą ekologią. Poniżej mała recenzja ze zwiedzania.

Deutsches Hygiene-Museum (Niemieckie Muzeum Higieny) ma swoim gościom wiele do zaoferowania.  Sale, które się w nim znajdują nazywają się: życie i śmierć; jedzenie i picie; seksualność; myśleć, uczyć się i przypominać sobie; ruch oraz piękno, skóra, włosy. Wspaniały szklany człowiek, najstarsza maszyna do rentgena z całym inwentarzem (bez człowieka oczywiście) czy film pokazujący rezonans magnetyczny dwójki ludzi uprawiających seks, to tylko ułamek ciekawych ekspozycji w tym przybytku nauki o człowieku.

Osobiście najwięcej czasu spędziłam na podziwianiu pomieszczenia z eksponatami dotyczącymi jedzenia i picia. Pierwszy raz mi się zdarzyło podziwiać i dotknąć każdy eksponat, i przeczytać wszystkie informacje, które były w tej sali.

Zwiedzanie zaczęłam od poznania drogi jedzenia w naszym układzie pokarmowym, które było pokazane w wersji filmowej. Nad nią wisiały infografiki traktujące o kaloryczności codziennie spożywanych produktów. Zapoznałam się z najpopularniejszymi bakteriami, które znaleźć można na jedzeniu i człowieku. Miałam możliwość przekartkowania wielu książek kucharskich, w tym wegańskich i wegetariańskich. No, bo jakby wyglądał tak dział o jedzeniu bez wzmianki o tych zdrowych alternatywach.

Bardzo interesującą sprawą była gablotka z jabłkami, dzięki której dowiedziałam się, że poprzez  globalny przemysł nie  uświadczymy aż 60 odmian jabłek. Niestety, było tam napisane,  że  w obiegu jest tyle odmian, że można je policzyć na jednej ludzkiej ręce (odnosi się to do Niemiec). Jak jedzenie, to i rolnictwo: tutaj szansę miałam zapoznać się z informacjami o rolnictwie ekologicznym i jakie nadzieje są w nim pokładane. Było też o złym chowie przemysłowym o mechanizacji rolnictwa, zmutowanych warzywach oraz o używaniu chemii w pracy na roli.

Dobrze było odświeżyć informacje o tym, komu płaci się za banana, bo była tam infografika o sprawiedliwych bananach. Dzięki WWF mogłam zobaczyć jakie ryby znajdują się w tutejszych i dalszych wodach, jakie gatunki są zagrożone itp.

Zobaczyłam stare sprzęty do uprawiania ziemi, przygotowywania i serwowania posiłków. Przy stole z zapachami mogłam doświadczyć na własnym nosie, że fiołek może pachnieć jak malina. A nieopodal dałam się wciągnąć w grę polegającą na poprawnym nakryciu stołu.

Co szczególnie przykuło moją uwagę, to słoiki z ziarnami i ekspozycja pokazująca ewolucje sposobu stołowania się człowieka. Od jednej miski i własnej łychy do mini plastikowych dań instant. Na ścianach podziwiałam zdjęcia przedstawiające cztery rodziny z różnych zakątków świata i ich zakupy spożywcze. Takie obrazy działają na mnie bardzo pouczająco.

Nie zabrakło informacji dotyczących pionierów gastronomii, kaloryczności najpopularniejszych dań i chorobach cywilizacyjnych związanych z przyjmowaniem bądź nie pokarmów. Poruszyły mnie „eksponaty” o cukrzycy, nadwadze, anoreksji i bulimii, wkurzyła figurka otyłego klauna z McDonalda.

Na dłuższy czas zawiesiłam się przy wielkim ekranie ze skanerem i kodami kreskowymi. Tam skanowałam kody produktów np. tofu, masła, żelatyny, chleba, mleka, sera, ziemniaków i dowiedziałam się o nich chyba wszystkiego. Na przykładzie tofu: co to jest, jakie ma wartości odżywcze i korzyści zdrowotne, z czego się składa, jak i gdzie produkowana jest soja, wpływ produkcji tego surowca na środowisko i gospodarkę globalną, transport soi i jego globalny wpływ, przepis na mleko sojowe i tofu. A to wszystko opakowane w cieszącą oko grafikę z lektorem rodem z telezakupów. dowiedziałam się wielu ciekawych faktów, dzierżąc w dłoni ten czytnik kodów kreskowych.

Na koniec przyjęłam do wiadomości jak sprawa jedzenia wygląda w innych kulturach, gdzie pokarm związany jest z życiem i śmiercią, troską, ofiarnością czy strachem.

Pewnie niektóre ekspozycje pominęłam w tym wpisie, ale starałam się porządnie przeszukać zakamarki pamięci, by wykrzesać wszystko, co mi się utrwaliło w głowie. Co tu więcej pisać. Po wyjściu z muzeum głęboka refleksja jest raczej nieunikniona. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do udania się do tego miejsca. Ja, jak będę miała okazję, pojadę tam znowu.

Deutsches Hygiene-Museum
Lingnerplatz 1
01069 Dresden’
wtorek – niedziela, święta: 10.00 – 18.00
poniedziałek (z wyjątkiem świąt przypadających w poniedziałek): nieczynne
1. styczeń, 24. i 25. grudzień: nieczynne
STRONA INTERNETOWA MUZEUM

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.
  • Pati

    Ciekawie się zapowiada. Da się tam obejść bez znajomości niemieckiego?

    • Czesc, my w punkcie informacyjnym otrzymalismy sluchawke z klawiatura i chodzilismy po muzeum wpisujac kody eksponatow i w sluchawce slyszelismy opisy i dzieje w moim wypadku w j. polskim (partner mial w j. czeskim). W sali jedzeniowej nie bylo potrzyby korzystac z tego sprzetu 🙂 W ogole muzeum jest przygotowane na gosci z Polski i Czech (przewodniki, ulotki itp.) [Anna]