„Kosmetyki, które zrobisz w domu” Klaudyny Hebdy – recenzja

Categories KSIĄŻKI

Kosmetyki, które zrobisz w domu - Hebda (okładka)

Wszystko zaczęło się od tego, że dziewczyny z ZWP pokazywały w mediach społecznościowych cudne mydła własnej roboty.

Rozmarzyłam się, i choć mam dwie lewe ręce (a może w moim przypadku to jednak dwie prawe?), zapałałam chęcią zrobienia swoich własnych.

Rozpoczęłam już nawet kompletowanie mojego „domowego zestawu do robienia mydła”, gdy nagle otrząsnęłam się i zdałam sobie sprawę z tego, że moje obecne mieszkanie zupełnie nie nadaje się do takich robót. Także na moje pierwsze wyroby z domowej mydlarni przyjdzie mi poczekać kilka miesięcy, jednak już się stało – po przeczytaniu postu Doroty z Ekoksperymentów zamówiłam książkę Klaudyny Hebdy.

Bloga Klaudyny okraszonego pięknymi zdjęciami czytywałam od dawna, ale nigdy nie odważyłam się korzystać z jej przepisów. Jednak „Kosmetyki, które zrobisz w domu” dotarły do mnie drogą pocztową i przepadłam. Każdego wieczoru przed udaniem się do łazienki szykuję sobie smakowite mazidła. Dosłownie, bo czasami muszę się powstrzymywać przed tym, by nie wyjeść połowy zawartości słoiczków (tak, jak w przypadku nieziemsko pachnącego cytryną i kokosem peelingu).

 

Kosmetyki, które zrobisz w domu - peeling drożdżowy
Peeling drożdżowy – no dobra, nie wszystkie kosmetyki mam ochotę pożreć

Przepisy Klaudyny są proste i czytelne, a wiele ze składników można znaleźć w kuchni (lub zakupić pod pretekstem późniejszego ich  tamże wykorzystania), co bardzo mi się podoba. Dzięki temu, nawet jeśli nie mamy ich pod ręką, możemy łatwo się w nie zaopatrzyć w sklepach stacjonarnych. Przygotowanie kosmetyków jest dość banalne i zajmuje kilka minut. Inspiruje też do tworzenia swoich własnych mieszanek.

Choć na przygotowanie mydła przyjdzie mi jeszcze poczekać, zapoznałam się już z poradami Klaudyny i muszę przyznać, że bardzo rzetelnie i szczegółowo przedstawiła informacje na ten temat, nie pomijając bardzo ważnej kwestii – bezpieczeństwa.

Kontynuując moje ochy i achy dodam, że poradnik jest pięknie wydany i za każdym razem otwieram go z przyjemnością. Na razie korzystam z najprostszych przepisów, ale jestem pewna, że książka ta jeszcze długo pozostanie inspiracją do przygotowywania coraz to bardziej skomplikowanych mazideł.

Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.