JAK UNIKNĄĆ ŚMIECI W PODRÓŻY

Categories BUDAPESZT, TURYSTYKA W STYLU ZERO WASTE
Pojechałam na weekend do stolicy Węgier, a teraz się wymądrzam jak się to robi bez śmieci.
 
Jeśli jedziesz pociągiem České Drahý (pociąg to dobra opcja, ma korzystny bilans ekologiczny w stosunku do samolotu i samochodu) z przedziałem łóżkowym, to już na samym wstępie czekają na ciebie śmieciowe pułapki. Firma wita Cię pakietem w plastikowym woreczku złożonym z jednorazowych kapci, stoperów, mydełka, mini pasty do zębów i szczoteczki. Co możesz zrobić? Zostaw to. Raczej jak już gdzieś się wybierasz, to produkty do higieny ciała i jamy ustnej masz ze sobą. A jak wiesz, że cierpisz na problemy z zaśnięciem, to stopery były pierwszy rzeczą, która trafiła do plecaka. Kapci nie skomentuję. Wiadomo, bilet wybierz w wersji elektronicznej.

Dodatkowo na dobra podróż witają Cię butelka wody. Pewnie firma jest w komitywie akurat z tą marką. No nic, zostaw to i napełnij przed podróżą swoja własną butelkę po prostu kranówką.

Rano czeka Cię kolejna próba, bo obudzi cię ktoś z podejrzanym plastikowym/papierowym kubkiem ciepłej kawy lub herbaty. Dodatkowo przyniesie torbę z różnymi produktami jak poniżej.

  

Zostaw to i zostań panem swojego bezśmieciowego podróżowania. Zaopatrz się wcześniej w swój kubek, zaparzacz i np. ziółka. Wieczorem przy oddawaniu biletów daj kubek pracownikowi pociągu i poproś o wrzątek. To uczucie, kiedy towarzysz podróży pije z plastiku, a Ty na wypasie ze swojego kubeczka. Bezcenne 🙂

Co z resztą darów? Mądry Polak przed szkodą. Po co Ci to, jeśli wcześniej zaopatrzyłeś się w swoją wałówkę do wielorazowego owijacza na jedzenie.

Jednak, jeśli w torebeczce znajduje się coś w szkle, to napij się i zabierz pustą butelkę do domu. Potem ją umyj i wykorzystaj ponownie albo, tak jak ja, zanieś do sklepu zero waste, gdzie ktoś do niej zrobi zakupy.

Musisz pić, nie ma na to rady. Nie daj się nabrać w śmieciową petkę i miej ze sobą swoja niezawodna wielorazową butelkę. Napełniaj ją kranówką no, chyba że zostałeś wcześniej poinformowany, że nie nadaje się do spożycia. Taka informacje powinien przekazać Ci właściciel hotelu czy innego miejsca, w którym przebywasz. Jeśli czerpiesz wodę z publicznych toalet, czy tych w lokalach gastronomicznych w przypadku, gdy woda w tych miejscach nie nadaje się do picia, to taka informacja powinna się tam znajdować. Ja kranówki się nie boję i leje w siebie jak popadnie.

Oczywiście nawilżać można się jeszcze innymi bezśmieciowymi sposobami. Możesz pić piwo w lokalu w butelkach zwrotnych czy w kuflu. Natomiast przed piciem zakupionego piwa w sklepie zorientuj się czy butelki są zwrotne. W takim, dla przykładu, Budapeszcie nawet niezgniecione puszki oddaje się do automatu, więc luzik.

        

Zamawiając inne trunki niż piwo, musisz mieć oczy dookoła głowy. Albo będziesz musiał samemu przypilnować, by dostać np. lodową kawę bez plastiku albo powiedzieć, czego oczekujesz i poprosić o potwierdzenie przyjęcia i zrozumienia tej wiadomości. Gorzej jak się cukrzy, niestety w większości lokalach jest bezsensowny cukier w saszetkach. A ja się pytam: gdzie podziały się stylowe cukiernice? No nic w ogóle nie słodzę, wiec ja mam problem z głowy (gorzej ze słodzącymi).

        
Jadąc na wycieczkę, zainteresuj się miejscami fajnymi pod względem zero waste. Zabierz ze sobą woreczki materiałowe, pojemnik i torbę na zakupy. Nigdy nie wiesz, kiedy zachce ci się ciasta na wynos albo innego smakołyka. Bądź przygotowany na każdą ewentualność.

Ja miałam szczęście i w trakcie wycieczki do Budapesztu poznałam fajną Węgierkę, która pokazała mi gdzie robi swoje bezśmieciowe zakupy. Ja też zrobiłam tam zakupy w całości zero waste. Takie wycieczki to ja lubię!

W tym miejscu zapraszam do poprzedniego wpisu:

KÖZPONTI VÁSÁRCSARNOK, CZYLI WSPANIAŁE MIEJSCE NA MAPIE ZERO WASTE BUDAPESZT

      

Jak wycieczka, to i materialne pamiątki? No właśnie nie. Po co ci kolejne bzdurki do domu (no chyba, że zauważysz coś wielorazowego i autentycznie potrzebnego). Ja właściwie nie kupuje pamiątek. Cykam fotki i spędzam czas z fajnymi ludźmi, zapisuje w pamięci wspomnienia. Zdarzało mi się nabywać mydło luzem w trakcie różnych wypadów (mydło zawsze się przyda), ale w większości przypadków wracam z pustymi rekami, ale głową pełną historii i przygód.

      

Wszystko, co piękne kiedyś się kończy. Zakończ ten stylowy wypad zero waste obiadem do swojego pojemnika, który za pomocą wielorazowego sporka posili Cię w trakcie podróży powrotnej.

Też tak podróżujesz? Podziel się wrażeniami 🙂

Nie jem zwierząt, idea minimalizmu jest mi bliska, a w szeroko pojętej ekologii dobrze się odnajduję. Wspieram lokalnych przedsiębiorców, staram się konsumować z głową i używam narzędzia, jakim jest zero waste, by być bardziej odpowiedzialnym Ziemianinem. Wiem, że moja działania nic nie zmienią, ale robię dalej swoje.
  • Dorota Czopyk

    „Zostaw to i…” – bezcenne rady! Super! Też nie kupuję żadnych pamiątek z wycieczek. Są nimi wspomnienia i ew. zdjęcia.

    • W tej sytuacji chciałoby się zaśpiewać „Mam tak samo jak ty” 🙂
      [Anna]

  • Wielokrotnie się uśmiechałam czytając ten wpis, Aniu. Jest magiczny, pozytywny i bezcenny 🙂 Ja w podróż zawsze zabieram ze sobą chustę, w którą ładuję różne rzeczy i ściereczko-ręcznik do wycierania rąk i wielorazowych kubków. Przydaje się! I zauważyłam, że (niestety) cenne gadżety mi się gubią, a te zwykłe, wyniesione z domowej kuchni, służą i zachwycają prostotą. Budapeszt piękne miasto, prawda? 🙂

    • Kasiu, dziękuję za miłe słowa. Czytałam Twój ostatni wpis i podoba mi się Twój dystans do swojego „gubiostwa” 🙂 Ważnie, że z uśmiecham 🙂 Ja nadzwyczajnie nawet w festiwalowych stanach nieważkości nie gubię pomocy zero waste, ale np. kapelutek {z soboty na niedzielę spadł mi z głowy i postanowił żyć swoim życiem). Budapeszt jest w mojej liście 3 najpiękniejszych miast na pozycji numer 1. Chętnie do niego wracam i wciąż się zachwycam. Budapeszt jest x razy piękniejszy niż Praga. Juz planuję kolejne odwiedziny 🙂
      [Anna]

      • Jest piękny, to prawda! Byłam tak tylko raz na kilka dni, ale chętnie wróciłabym na dłużej. Ma mnóstwo ciekawych zakątków i magicznej architektury. I kuchnia jest bardzo smaczna! Nie wiem tylko, jak z lokalnym piwem – wiesz, to też ważne 😉 Chyba Węgrzy bardziej lubują się w winie, prawda?

        • Wino na kazdym kroku, ale my jakims dziwnym trafem zawsze znalazlysmy droge do lokalu piwem plynacym 🙂
          [Anna]

  • Anna Haris

    ja również jestem po rodzinnym wypadzie poza stolicę. Uśmiałam się sama z siebie chowając w łazience hoteliku gadżetowe mydełko, by mąż nie znalazł, nie rozpakował i nie zużył, skoro jest ;).
    W ogóle zauważyłam, że przynajmniej w Afryce, te tańsze hotele, nie z sieci, nie mają wszystkiego w jednorazowych opakowaniach i to jest bardzo fajne, bo często lepiej spersonalizowane niż te badziewiaste gadźety.

    • Na szczęście moje druga połowa też nie chce marnować i mydełek nie muszę chować 🙂 A co do hoteli z ogromem jednorazowych produktów, to staram się rezerwować bardziej kwatery prywatne, albo bardzo małe pensjonaty. Nie ma tam mini produktów higienicznych i innych tego typu historii. W ogóle muszę kiedyś napisać o swoim bojkocie „większych hoteli”, bo moja frustracja rośnie z wiekiem 🙂
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.
      [Anna]

  • Anna Haris

    a jedyną pamiątkę jaką mi mąż ostatnio przywiózł z Singapuru – 10 razy c najmniej powtarzałam, że nic nie chcę – był termosik KK! Udało się!

    • Takie pamiątki to ja rozumiem 🙂
      [Anna]

  • Piękny owijacz na buły! 🙂 Twoje opanowanie i logistyka zero wastowe muszą budzić ogromne zdumienie zwłaszcza w turystycznych miejsch typu pociąg..

    • Ooo tak, to prawda. Jak wyciągam całe oporządzenia w takim dla przykładu pociągu, to zawsze znajdzie się osoba, która to skomentuje. Nigdy się nie zdarzyło żeby negatywnie. Ludziom się to podoba, nie widzą w tym problemu, ale często sami by mieli problem tak robić. Dziwne trochę 🙂
      [Anna]