Jak się przemieszczamy na co dzień

Categories Antwerpia, Transport

Kolejny już raz przepraszam Was bardzo za ciszę na blogu. Jak zapewne wiecie, kilka miesięcy temu moje życie zmieniło się o 180 stopni, bo przeprowadziłam się do innego kraju. Małe dziecko, nowy język i stawianie pierwszych kroków w nowej branży, wszystko to wypełnia mi dnie, wieczory i noce. Bardzo żałuję, że tak rzadko tu bywam, ale wierzę, że to kwestia czasu (i lepszej jego organizacji).

Z drugiej strony bardzo cieszy mnie fakt, iż ruch zero waste w Polsce nabiera rozpędu i dzięki jesiennym publikacjom książkowym (brawa dla Kasi oraz dla tłumaczki książki Bei) coraz więcej osób dowiaduje się czym jest zero waste oraz postanawia dokonać zmian w swoim życiu, by ograniczać produkcję niepotrzebnych odpadów.

Dziś przychodzę do Was z tematem przemieszczania się. Wiem, że temat ten, choć chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, został podjęty przez kilka blogów, no i super. Czas na moją perspektywę. Pokrótce opisałam jak to wygląda u nas w kilku komentarzach na Facebooku. Teraz czas na pełniejszy obraz. Poniżej znajdziecie listę tego, czego używamy do przemieszczania się. Jak wiecię, nie pretenduję do miana mistrzyni zero waste, ale staram się racjonalnie podchodzić do moich wyborów.

Własne nogi

Eureka! W obecnym czasie nie uprawiam regularnie żadnego sportu poza chodzeniem i jazdą na rowerze. Jestem raczej leniuchem, a te dwie aktywności dają mi poczucie, że nie siedzę cały dzień na kanapie, ale moje ciało zaznaje nieco ruchu. Na macierzyńskim chodziłam kilka razy dziennie na długie spacery z wózkiem czy nosidłem.

Jak zwiedzam nowe miejsce, to lubię pokonywać trasę z punktu A do B pieszo. Moją wielką inspiracją była moja couchsurferka sprzed lat, która szła pieszo z Polski do Albanii (pozdrawiam Cię serdecznie!). Po jej odwiedzinach spędziłam tydzień w Krakowie poruszając się jedynie na własnych nogach.

Oczywiście ten sposób przemieszczania się wymaga co najmniej dwóch rzeczy: czasu i wygodnych butów (na zdjęciu poniżej moje najulubieńsze i niezniszczalne).

W moim życiu przeprowadzałam się już wiele, wiele razy i zawsze staram się mieszkać w strategicznym punkcie tak, by łatwo się przemieszczać. Nierzadko pomieszkiwałam w centrach miast, co pozwalało mi na załatwianie wszelkich sprawunków bez korzystania z pojazdów kołowych.

Rower

 

 

 

 

 

Fajnie jest jednak mieszkać w Belgii, gdzie poruszając się na rowerze nie narażasz się na krzywe spojrzenia. Na ścieżkach rowerowych występują tu rowery wszelakiej maści: składaki, rowery typu cargo, rowery z przyczepkami dla dzieci lub czworonogów, rowery elektryczne, etc. Wprawdzie ruch w godzinach szczytu jest nieco szalony, ale i tak jest o wiele przyjemniej niż w zatłoczonym tramwaju czy, o zgrozo, w samochodzie. Oboje z mężem najczęściej wybieramy ten środek transportu, by dostać się do pracy: ja jadę 30 minut, a on 45. Oczywiście niefajnie jest jechać w deszczu, więc na bieżąco śledzę prognozę pogody. W torbie mam też zawsze nieprzemakalne spodnie. Obawiam się jednak, że w sezonie zimowym częstotliwość korzystania z roweru może się nieco zmniejszyć.

Jeśli zabieramy w trasę naszego potomka, to siedzi on albo w foteliku i ma na głowie kask, albo w doczepianej z tyłu przyczepce. Wg nas, zaletą przyczepki nad rowerem typu cargo jest fakt, iż możemy ją doczepić do każdego z rowerów, co oznacza, że jedna osoba może rano podwozić dziecko, a druga po południu odbierać. Podobna sytuacja w przypadku fotelika, gdyż mamy uchwyt do jego mocowania na obu rowerach. Przyczepka, to niemały wydatek, dlatego my kupiliśmy używaną w dobrym stanie. Zależało nam na tym, by kupić taką sprawdzonej marki, która jest stabilna i gwarantuje bezpieczeństwo pasażera.

Korzystamy z ostatnich podrygow lata. #rowerowo #rowerem #narowerze #lato #słońce #konieclata #koniecwakacji

A post shared by Kasia (@kasia_zeroheroes.pl) on

Tramwaj lub pociąg

To moja opcja numer dwa w przypadku dojazdu do pracy i do Antwerpii w ogóle. Tak się utarło w rodzinie, że jeśli ktoś się wybiera do Antwerpii, to w pierwszej kolejności wybiera rower, a potem tramwaj. Nikt o zdrowym umyśle nie próbuje się tam dostać samochodem m.in. z uwagi na korki i problemy z parkowaniem. W centrum miasta jest też strefa niskiej emisji CO2.

Czasami lubię jazdę tramwajem, jednak zupełnie nie śledzę informacji na temat strajków, które zdarzają się tu co jakiś czas z uwagi na silne związki zawodowe. Zdarzyło mi się już dwukrotnie, że nie wiedziałam o strajkach lub je zignorowałam, co a) spowodowało, że musiałam jednak wrócić się po rower i spóźniłam się do pracy (plus był taki, że prognoza deszczu się nie sprawdziła), b) po kilkugodzinnej przechadzce po mieście byłam zmuszona (i zupełnie na to nie przygotowana, czyt. zmęczona i głodna) wracać pieszo z dzieckiem w wózku przez ok. 1,5 godziny.

Samochód

Dla mnie alternatywą dla roweru jest tramwaj, natomiast dla męża jest to samochód (ewentualnie od czasu do czasu pociąg, gdy taka opcja wchodzi w grę). Z samochodu korzystamy też do robienia cotygodniowych zakupów. Przed przeprowadzką do Belgii lataliśmy do Polski samolotem, obecnie zamieniliśmy go na samochód, ale być może za jakiś czas zdecydujemy się też na pociąg. Takie wypady nie zdarzają się zbyt często, ale od czasu do czasu pokonujemy też samochodem nieco krótsze trasy, jeśli inne opcje nie wchodzą w grę.

 

A Wy, jaki środek transportu najczęściej wybieracie? Czy planujecie jakieś zmiany w tej kwestii?

Kiedy pierwszy raz usłyszała o zero waste, pomyślała, że to coś dla niej i choć nadal ilość śmieci, które generuje jest daleka od zera, stara się wdrażać ideę ograniczania odpadów i zarażać nią innych.